Tyle się słyszy łzawych historyjek o nieszczęśliwie zakochanych..Ale przecież to nie wina tego małego łucznika. On tylko wykonuje swoją robotę. To, że strzała przebije czyjeś serce to już nie jego sprawa. Tym powinien martwić się postrzelony. To on zadecyduje czy ta strzała trafi w jego serce tylko na chwilę, poszarpie brzegi bijącego mięśnia i wyleci drugą stroną, czy też wbije się w miejsce, z którego nie zdoła się wydostać i zranić delikwenta.
Nie zawsze da się utrzymać amorkową strzałę w sercu. Czasem owa wydostaje się pozostawiając po sobie bolesne rany. Ale cóż poradzić. Nie można przecież usiąść i płakać. Plasterek , głowa do góry i uśmiech! "Do wesela się zagoi". Chwila na oddech, rehabilitację i powrót na plac boju. Trzeba znaleźć Kupidyna i pokazać mu, że tak szybko z nami nie wygra. Za żadne skarby nie dać za wygraną, bo jeszcze amorek sobie coś pomyśli. Hehehe.
No to co? Poddajecie się czy walczycie dalej?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz